jest tak skonstruowany, że nie zawsze człowiek, którego kochamy również kocha nas. Ba, często gęsto zdarza się, że zanim trafimy na przysłowiową połówkę jabłka, najpierw uczuciami obdarowujemy całą gamę niechących nas obiektów, co powoduje, że łez wylewamy w ciągu życia całe potoki, na skraju załamania stając niejednokrotnie. Bo skoro przez tyle lat nikt mnie nie zechciał, skoro przez tyle miesięcy nie wychodziło, to musi być pecha mam jakowegoś i do końca życia skazana jestem na samotność. A to przecież nieprawda. Miłość najczęściej przychodzi niespodziewanie. Raczej nie możemy jej sobie zaplanować, wyłowić z tłumu konkretnego człowieka, podać mu eliksir uczucia lub oczarować go bez mikstur, i żyć długo i szczęśliwie, niczym w disnejowskich produkcjach. Bo życie lubi nas podoświadczać, zanim poda nam na tacy ten właściwy wybór. Hmm, i tu wypadałoby zadać pytanie, czy to rzeczywiście życie podsuwa nam cokolwiek. Jako zwolenniczka ludzkich wyborów, uważam, że nie do końca. Życie może nam na drodze postawić kogoś, bardziej przypadkowo niż specjalnie dla nas, ale to od nas zależy, czy związek zaistnieje i czy się utrzyma. A to, według mnie, wcale nie zależy od natężenia miłości, a raczej od mądrości życiowej, która w nas do tej pory się skumulowała. To ona podszeptuje nam, kiedy czas iść na kompromis, kiedy warto o coś zawalczyć, a kiedy powinno się machnąć ręką i zapomnieć. Inna rzecz, że należałoby rozgraniczyć pojęcie miłości i pojęcie zakochania. Miłość to właśnie mądrość bycia razem. Zakochanie zaś to ta wariatka, która w nas buzuje i trzeźwo na związek spojrzeć nie pozwala. Odarte z romantyzmu? Cyniczne? Kilka lat w związku przekonało mnie dogłębnie, że miłość często jest tylko przyprawą, a potrawę tworzą inne składniki.
Wracając do pierwszego zdania, i do dowcipu, który w temat wprowadził. Czy fajnie by było, gdybyśmy zakochiwali się jedynie w tych, którzy nami są oczarowani? Nie sądzę. Najbardziej cenimy rzeczy, które musimy wypracować, uwijając się w pocie czoła. Nieszczęśliwe miłostki, niedokończone związki, wylane łzy, nieprzespane noce i poszarpane serca wiele nas uczą. Uczą szacunku dla drugiego człowieka, uczą kompromisów i rugują nadmiar egoizmu, bo jego kapka każdemu jest potrzebna. Uczą słuchać człowieka. Pokazują, że nie zawsze dostajemy wymarzoną gwiazdkę z nieba. Czy gdyby miłość przychodziła nam szalenie łatwo umielibyśmy ją docenić? Obawiam się, że szastalibyśmy nią jak łatwo zarobionym groszem, rozmieniając na drobne i wymieniając na lepszy model, nie martwiąc się o podlewanie ogródka.
.
A tak przy okazji:
Oczywiście miłość, jak każda inna choroba psychiczna, przebiega w różnym nasileniu, zależnie od charakteru i wydolności wewnętrznej partnera.